man13 blog

Twój nowy blog

Bardzo ciekawym miejsce do odpoczynku jest rejon Sasino. Sama miejscowość to wieś z kilkoma restauracjami obsługujących letników posiadających swe „mini posiadłości” w jej rejonie. Pozbawiona tłoku jawi się jako oaza spokoju i wytchnienia dla chcących odpocząć wczasowiczów. W promieniu kilku kilometrów znajdziemy kilka takich miejscowości / Sasinko, Sasiniec, Zielonka, Krzesiniec, Słajszewo, Ciekocinko, Jackowo, Biedrowo /, w których warunki relaksu znajdzie każdy mniej lub bardziej wymagający wczasowicz. Świetna plaża, liczne stadniny koni, bogate w grzyby lasy czy przepiękne dworki, pałace i kościółki, dają możliwość oderwania się od szarej codzienności wielkiego miasta i monotonii codziennej pracy. Dodatkową przyjemność sprawi regionalna kuchnia serwująca kaszubskie jedzenie w wielu miejscach tego „mini regionu”.

Pierwszy raz od lat wakacje spędziłem nad polskim morzem w gronie znajomych, zwiedzając Kaszuby i plażując w okolicach Łeby. Samo miasteczko, Łeba,  wydaje się być mocno przepełnione i nie przystosowane do napływu tak wielkiej ilości turystów z portfelem nieco poniżej średniej krajowej. Natomiast klientela z dochodami wyższymi nie znajdzie tu nic ciekawego co spełniało by oczekiwania bardzie wybrednych gustów. Port przypomina bardzie o upadku świetności tego miasta niż rozkwicie turystyki regionu Łeby a znajdujące się w nim wędzarnie ryb, kojarzą się z tanim grillowaniem przy „cienkim” piwie. Podobne wrażenie odnosi się odwiedzając pobliskie sklepy / markety/ spożywcze i przemysłowe. Do tego ciasnota zarówno na wąskich deptakach jak i w punktach handlu masowego. Odrębnym tematem są „kramy” z biżuterią, „kramy” z pamiątkami czy „krematoria” z jedzeniem. Tu od dziesięcioleci nic się nie zmieniło, tandeta i tymczasowość gości tu tak samo, jak za czasów naszych ojców i matek. Ścisk jak w tramwaju. Zapachy przepoconych ciął zmieszane z tanimi „dezodorantami” rywalizują z nieświeżym, przepalonym olejem, mocno podsmażonym/pieczonym mięsem i dobrze wysmażoną rybą. Trzeba być bardzo zdesperowanym by uczestniczyć w ucztach, serwowanych w atmosferze nietrzeźwych kompanii hałaśliwej młodzieży. Dopełnieniem tego obrazu są przepełnione parkingi i miejsca parkingowe przy ciągle przemieszczających się pojazdach wzdłuż ciągów spacerowo/handlowych.  W tej masie tandety są i rodzynki. Trudno jednak wymienić je jako zwiastuny nadchodzącej zmiany. Obraz jaki się postrzega nie napawa optymizmem i nie buduje dobrej atmosfery tego miejsca.

To się nazywa sankcje! To się nazywa embargo! Skończyły się żarty, skończył się raj dla spekulantów w Federacji Rosyjskiej, przemytnik już nie zarobi, na zachodniej żywności wwożonej do kraju. Służby sanitarne i administracja, dzielnie radzą sobie z niszczeniem spychaczami bezbronnych pomidorów z Polski, mięsa z Niemiec lub Kanady itd.

W zamian za to, my – każdy indywidualnie – spalajmy w naszych piecykach łazienkowych i kuchennych ich gaz, a następnie w komorach spalania silników naszych samochodów ich ropę! Właśnie na tym polegają nasze sankcje wobec Rosji, właśnie tyle możemy im zrobić, tak bardzo im zaszkodzić, że Rosjanie rzeczywiście – jak się uprą, a potrafią, to będą z zaciśniętymi zębami ładować do rowów najlepszy ser na świecie i rozjeżdżać go spychaczami, ale w Europie nadal będziemy musieli spalać gaz i ropę z Rosji.

Jaki zatem sens mają sankcje personalne wobec kilkunastu osób, co do których nielegalności działania nie ma żadnych dowodów? Poza tym przecież oskarżenia wobec wysokich urzędników Federacji dotyczą ich szefa, pana Prezydenta Władimira Putina, z którym Zachód nadal się chętnie spotyka, a od czasu, kiedy Chińczycy mają do niego coraz więcej spraw, liczy się chyba każda szansa na normalizację. Jednak co ciekawe wykonawcy decyzji Prezydenta Rosji są na liście sankcji, a głowa państwa – oskarżana w mediach zachodnich jako „architekt polityki zła” – nie! Czy ktoś potrafi wyjaśnić jaki jest sens w takiej polityce? Jeżeli Rosja rzeczywiście prowadzi złą politykę, to nie twórzmy fikcji, tylko podejdźmy do zagadnienia realnie. to musi oznaczać koniec kontaktów politycznych z Federacją Rosyjską. Jeżeli na to nie ma odważnych, a jak widać – nie ma, to znaczy, że jakiekolwiek działania mające na celu nakładanie sankcji na Rosję są bez sensu. Jeżeli bowiem Europa nie jest gotowa na konfrontację, ze wszystkimi konsekwencjami, to już przegrała i to nie tylko te kilkadziesiąt ton sera, czy marchwi rozjechane przez spychacze!

Po prostu polityka międzynarodowa, zwłaszcza wobec termonuklearnego Imperium, nie może opierać się na próbach obszczekiwania przez ratlerki! Do czego doprowadziły niepotrzebne, niezgodne z prawem i łamiące dobre obyczaje handlowe sankcje? Kilkanaście osób z Rosji nie może swobodnie wjechać na Zachód. Można podejrzewać, że te osoby jakoś bez tego będą mogły żyć! To Unia Europejska na tym traci, ponieważ Rosjanie – stosując znaną w dyplomacji zasadę symetrycznej odpowiedzi np. nie wpuścili do Rosji polityków z Polski, Finlandii, czy Łotwy. To normalne, kto przychodzi do Rosjan z mieczem, od tego miecza zginie – to stare jak Wszechrosja przysłowie ludowe, które każdy zajmujący się sprawami rosyjskimi na zachodzie powinien znać.

Rzeczywiście udało się osiągnąć istotne problemy wynikające z deregulacji rosyjskiej gospodarki, jednak co to za sukces? Przecież Rosjanie byli sprawdzonymi, zaufanymi i doskonałymi partnerami zachodnich instytucji finansowych. Ufnie, wierząc we wspólnotę celów współpracy z Zachodem oparli swój model modernizacji i eksploatacji gospodarki surowcowej na technologiach kupowanych za kredyty na zachodzie. Ściślej – kupowano technologie, często usługi od zachodnich firm, w zamian za kredyty z zachodnich instytucji finansowych. Całość regulowano zgodnie z planami rozwoju największych spółek surowcowych i zgodnie z harmonogramem spłat znanym i zaakceptowanym przez instytucje kredytujące. Jednak Zachód zdecydował się wstrzymać kredytowanie, a mówimy tu o setkach miliardów Dolarów/Euro, przez co rosyjskie firmy znalazły się w tarapatach, bo na krajowym rynku, tylko państwo rosyjskie dysponuje takimi kapitałami umożliwiającymi spłatę zobowiązań. Brak możliwości kredytowania się, powoduje że nie da się rolować kredytów, jak również sankcje na dostawy technologii powodują, że trzeba zmienić plany wydobycia. Całość powoduje istotne bodźce negatywne dla uzależnionej od surowców i zachodnich kredytów rosyjskiej gospodarki – negatywne impulsy przenoszą się na całą gospodarkę.

Teraz proszę się zastanowić – jeżeli to już trwa ponad rok, a Rosjanie jakoś sobie poradzili, czy będą chcieli wrócić do modelu uzależnienia się od zachodnich klientów i kredytodawców? Przecież ten model okazał się dla nich bardzo kosztowny, zarówno ekonomicznie jak i politycznie i społecznie, ponieważ okazało się, że wielki plan modernizacji Rosji, nie może opierać się głównie na imporcie technologii z Zachodu, BO ZACHÓD NIE TRAKTUJE ROSJI JAKO PARTNERA. Czemu dał dobitnie dowody w ciągu ostatniego roku.

Sytuację dla Rosji pogarsza spekulacja na zniżkę cen ropy naftowej, co jest korzystne dla zachodu, ale tylko dla jego korporacji, albowiem one mają większe zyski. Mieszkańcy państw zachodnich tak jak płacili przerażające ceny za paliwa, tak dalej płacą, ceny nie są elastyczne w dół, akcyza i podatki robią swoje. Jednak tak jak jest obecnie rynek nie będzie wyglądał zawsze, przecież popyt na energie na świecie stale wzrasta, wraz z bogaceniem się ludności krajów III-ciego świata, w tym w szczególności wielkich krajów importerów ropy naftowej jak Chiny i Indie. Jak tylko ceny ropy naftowej zaczną rosnąć, to zupełnie zmieni się postrzeganie Federacji Rosyjskiej, która poza zdolnością do olbrzymich dostaw surowców energetycznych, jest w stanie dodatkowo zapewnić coś, czego nie gwarantuje żaden inny kraj – mówimy o absolutnej stabilności i pewności dostaw. Nie ma bowiem możliwości, żeby cokolwiek zakłóciło dostawy surowców z Rosji, czego nie można powiedzieć ani o Nigerii, ani o Wenezueli, ani o krajach Zatoki Perskiej. USA i ich rewolucja łupkowa to zupełnie inna kwestia, jak widać pan Barack Obama nie ma szczególnej ochoty dzielić się tanią energią z własnych zasobów ze światem, ponieważ o wiele bardziej Amerykanom opłaca się wykorzystywać tanią energię u siebie, to w zasadzie jedyna szansa na zrównoważenie kosztów taniej pracy w Dalekiej Azji.

Wnioski są smutne, jesteśmy w sytuacji w której Rosjanie niszczą spychaczami nasze pomidory i marchew a my spalamy ich gaz i ropę, płacąc za nie Rosjanom. Co więcej, z tego co wiadomo – jakoś ukraińskie produkty nie mają problemów z wjazdem do Rosji, w tym na Krym i jakoś nikt ich nie niszczy. Naprawdę żyjemy w ciekawych czasach!

Dobrze, że w Parlamencie Europejskim pojawiła się inicjatywa socjalistów, zmierzająca do przyśpieszenia normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską, albowiem obecny stan spraw jest skandalem, odpowiedzialni za to politycy powinni ponieść konsekwencje – nie tylko w wyborach!

1901-wprowadzenie wojsk do Kolumbii

1902-najazd na Panamę

1903-USA skierowały do Przesmyku Panamskiego okręty wojenne w celu izolowania Armii Kolumbijskiej

1903-inwazja Hondurasu, Republiki Dominikany i Syrii

1904-inwazja Korei, Maroko i Republiki Dominikany

1904-1905-wojska amerykańskie interweniują w wojnie rosyjsko-japońskiej

1905-wojska amerykańskie ingerują w rewolucję w Hondurasie

1905-wprowadzenie wojsk do Meksyku (pomagano dyktatorowi Porfirio Diazowi w tłumieniu powstania)

1905-wprowadzenie wojsk do Korei

1906-inwazja amerykańska na Filipiny, stłumienie powstania narodowowyzwoleńczego

1906-1909-amerykańskie wojska wkraczają na Kubę w czasie wyborów

1907-wojska amerykańskie wprowadzają w życie protektorat „dolarowej dyplomacji” w Nikaragui

1907-wojska amerykańskie interweniują w rewolucję w Republice Dominikany

1907-wojska amerykańskie uczestniczą w wojnie Hondurasu z Nikaraguą

1908-wojska amerykańskie wkraczają do Panamy podczas wyborów

1910-Nikaragua. Wojska amerykańskie wkraczają do portów Bluifilz i Corinto

1911-Amerykanie lądują w Honduranie w celu wsparcia powstania pod wodzą byłego prezydenta Manuela Bonnity przeciwko legalnie wybranemu prezydentowi Miguelowi Davila

1911-stłumienie antyamerykańskiego powstania na Filipinach

1911-wprowadzenie wojsk amerykańskich do Chin

1912-wojska amerykańskie wchodzą do Hawany (Kuba)

1912-wojska amerykańskie wchodzą do Panamy podczas wyborów

1912-napaść wojsk amerykańskich na Honduras

1912-1933-okupacja Nikaragui, ciągła walka z partyzantami. Nikaragua przekształciła się w kolonię monopolu „United Fruit Company” i innych firm amerykańskich

1914-wojska amerykańskie wchodzą do Republiki Dominikany, walki z powstańcami o Santo Domingo

1914-1918-seria najazdów na Meksyk

1914-1934-Haiti. Po licznych powstaniach Ameryka wprowadza swoje wojska, okupacja trwa 19 lat

1916-1924-8-letnia okupacja Republiki Dominikany

1917-1933-okupacja wojskowa Kuby, protektorat ekonomiczny

1917-1918-udział w I Wojnie Światowej. Początkowo Ameryka utrzymuje neutralność czyli sprzedaje broń za astronomiczne kwoty, bogaci się niewyobrażalnie, przystępuje do wojny dopiero w 1917 roku to znaczy prawie przy samym końcu, straciła zaledwie 40 tysięcy ludzi (przykładowo Rosjanie 2 miliony) ale po wojnie ogłasza się głównym zwycięzcą

1918-1922-interwencja w Rosji

1918-1920-Panama. Po wyborach wprowadza wojska w celu pacyfikacji zamieszek

1919-Kostaryka. Powstanie przeciwko reżimowi prezydenta Tinoco. Pod naciskiem USA Tinoco zrezygnował ze stanowiska prezydenta jednakże niepokoje w kraju nie ustały. Lądowanie wojsk USA w celu „obrony amerykańskich interesów”. Wybór na urząd prezydenta D. Garia. W kraju przywrócono rządy demokratyczne

1919-wojska amerykańskie walczą po stronie Włoch przeciwko Serbom w Dalmacji

1919-wojska amerykańskie wchodzą do Hondurasu podczas wyborów

1920-Gwatemala. Dwutygodniowa interwencja

1921-Amerykańskie wsparcie dla rebeliantów walczących o obalenie prezydenta Gwatemali Carlosa Herrero w interesie „United Fruit Company”

1922-interwencja w Turcji

1922-1927-wojska amerykańskie w Chinach podczas powstania ludowego

1924-1925-Honduras. Amerykańskie wojska napadają na kraj podczas wyborów

1925-Panama. Wojska amerykańskie rozpraszają i tłumią strajk generalny

1926-amerykańska inwazja na Nikaraguę

1927-1934-Na całym terytorium Chin stacjonują wojska amerykańskie

1932-Salwador. Inwazja od strony morza. W tym czasie trwało powstanie

1936-Hiszpania. Wprowadzenie wojsk podczas wojny domowej

1937-pojedyncze starcie militarne z Japonią

1937-Nikaragua. Z pomocą wojsk amerykańskich Somoza dochodzi do władzy obalając legalny rząd Sacasa. Somoza zostaje dyktatorem, członkowie jego rodziny rządzili krajem przez 40 lat

1939-wprowadzenie wojsk do Chin

1950-1953-wojna w Korei. W działaniach bojowych brało udział 350 tysięcy ludzi, 1 tysiąc czołgów, ponad 300 okrętów. Przeważającą część kontyngentu i sprzętu wojskowego dostarczyły USA

1961, kwiecień-próba amerykańskiej inwazji na Kubę w rejonie Zatoki Świń w celu obalenia rządu Fidela Castro

1965-1973-wojna w Wietnamie. Największy udział sił zbrojnych USA po II Wojnie Światowej

1964-1973-operacja zbrojna USA przeciwko Frontowi Patet Lao w Laosie. Brało udział ponad 50 tysiące ludzi

25 października 1983-czerwiec 1985-operacja wojskowa USA „Nagła furia” na Grenadzie w celu obalenia lewicowego rządu tego wyspiarskiego państwa

1986, kwiecień-po wprowadzeniu sankcji ekonomicznych USA rozpoczęły akcje wojskowe przeciwko Libii. Zbombardowano dzielnice mieszkalne Trypolisu i Benghazi

1989, grudzień-wojskowa operacja USA pod nazwą „Just Cause” w Panamie w celu usunięcia szefa kraju, prezydenta Noriegi, oskarżonego o handel narkotykami i o popieranie terroryzmu

1991, 17 stycznia-28 lutego-operacja wojskowa USA i ich sojuszników, o nazwie „Pustynna burza”, w wyzwoleniu Kuwejtu od irackiej okupacji

1991-1995 i 1998-1999-wojna etniczna w Jugosławii i agresja NATO przeciwko Federalnej Republice Jugosławii

1993, 17 stycznia-USA rozpoczęły atak rakietowy na iracki obiekt gdzie , według twierdzeń Waszyngtonu, prowadzono prace nad bronią jądrową w odległości 20 kilometrów od centrum Bagdadu

1993, 26 czerwca-USA dokonały uderzenia rakietowego w główny kompleks dowodzenia wywiadu irackiego w Bagdadzie w odpowiedzi na rzekome opracowanie przez Bagdad planów zabicia amerykańskiego prezydenta George’a Busha

1996, 3 września-USA dokonały ataku rakietowego na Irak po tym jak wojska irackie przeprowadziły operację przeciwko Kurdom w rejonie Erbil na północy Iraku

1998, 20 sierpnia-atak na „cele terrorystyczne” w Afganistanie i Sudanie w odpowiedzi na zamachy terrorystyczne na ambasady amerykańskie w Tanzanii i Kenii

1999, 24 marca-operacja „Sojusznicza siła”. Interesujący jest zwłaszcza ten historyczny przegląd na tle tego jak zachowują się USA i sojusznicy w sytuacji kiedy jeden niepodległy kraj próbował spacyfikować jedną samozwańczą republikę

2001, 7 października-Afganistan. USA przeprowadzają operację w Afganistanie w ramach operacji „Enduring Freedom”, rozpoczętej rzekomo w odpowiedzi na zamach terrorystyczny z 11 września 2001 roku

2003, 20 marca-wojna iracka, konflikt który rozpoczął się od napaści sił USA i ich sojuszników na Irak w celu obalenia reżimu Saddama Husseina. Operacja nosiła nazwę „Iracka wolność”

2008, sierpień-konflikt zbrojny w południowej Osetii. Nieudana próba USA rozpoczęcia wojny z Rosją z wykorzystaniem Gruzji

2011, 19 marca-wojna w Libii. Pod wymyślonym i kłamliwym pretekstem stworzono powód do napaści na Libię

2013, wspieranie Al-Kaidy (co za perfidia!) w Syrii

2013, Obalenie legalnie wybranego Prezydenta i rewolta na Ukrainie

i tak dalej , i tak dalej…. ……………………a teraz wymień na ile państw napadła Rosja.

fałszowanie naszej waluty przez inny kraj to powód do wojny

Jeżeli okazałoby się prawdą fałszowanie naszej waluty przez inny kraj to powód do wojny. Dosłownie, najprawdziwszego wypowiedzenia wojny, jeżeli kraj który dopuścił się kradzieży poprzez fałszerstwo, nie zgodziłby się na wypłatę odszkodowania dla Polski.

Kontrwywiad PRL przez lata podejrzewał, że krajowa waluta mogła być fałszowana w krajach Zachodu, głównie w celu przekazywania znaków pieniężnych do Polski, w celu destabilizowania obiegu pieniężnego – przyczyniania się tym sposobem do wywołania i powiększenia problemów gospodarczych, zubożenia państwa i społeczeństwa. Jeżeli miało to miejsce, to było to zwykłe, parszywe, ohydne przestępstwo, będące elementem wojny gospodarczej. Tym bardziej parszywe, ponieważ – jeżeli okaże się prawdą, to dotyczyło okradania wynędzniałego i wyniszczonego przez wojnę kraju, przez światową potęgę gospodarczą.

Tego typu praktyk dopuszczała się przed wojną Rzesza Niemiecka wobec niektórych krajów, nie ma dowodów, czy wobec Polski także, albowiem archiwa kontrwywiadu zostały stracone bezpowrotnie na początku wojny ze względu na bałagan ostatnich dni kapitulacji Warszawy.

Jeżeli potwierdziłyby się najnowsze doniesienia prasowe, na temat fałszowania polskiej waluty w okresie PRL-u, przez jedno ze światowych supermocarstw, to być może ludzie w Polsce, odrobinę zrozumieliby, dlaczego tak ciężko się im żyło oraz dlaczego wszystkiemu nie była winna „komuna”, tylko rzeczywiści wrogowie, którzy wówczas mieli wycelowane w nasz kraj rakiety z głowicami jądrowymi oraz robili wszystko, żeby nas osłabić od wewnątrz, tak żebyśmy nie stanowili zagrożenia dla nich i ich sojuszników zrzeszonych w pewnym agresywnym bloku wojskowym.

Ponieważ ciągłości państw są zachowane, należy zacząć zadawać głośno pytania – o to, na jaką skalę była prowadzona ta wroga wobec Polski i Polaków operacja i domagać się odszkodowania, jak również pełnego wyjaśnienia sprawy na forum międzynarodowym. Ponieważ mówimy tutaj o terroryzmie gospodarczym, czynionym z rozmysłem, celowo, planowo i w sposób zorganizowany. Za takie rzeczy się płaci, zwłaszcza jeżeli chce się być sojusznikiem.

Przede wszystkim powinniśmy wstrzymać planowane zakupy wszelkiego rodzaju uzbrojenia w tym kraju, albowiem państwo nie powinno handlować z innym państwem, które chciało je po prostu w sposób perfidny okraść.

W ostateczności, można posunąć się do działań analogicznych. To znaczy, jeżeli oni fałszowali naszą walutę i ją wprowadzali do obiegu, to dlaczego my mamy być uczciwi?

Oczywiście na tego typu myślenie we współczesnej Polsce, zwłaszcza w przededniu zmiany władzy na jedynie słuszną prawicową w ogóle nie ma najmniejszych szans, albowiem panuje mentalny serwilizm i pełne podporządkowanie, na poziomie brania pieniędzy w kartonach w zamian za okresowe zrzeczenie się suwerenności nad fragmentem terytorium.

Niestety, to tylko jeden z możliwych problemów dotyczących ciągłości państwa, ten dotyczy tylko PRL. Tymczasem mamy sprawy związane z interpretacją postawy naszych „sojuszników” sięgające okresu II Wojny Światowej i wcześniej. Kluczowym problemem poza samą zdradą generalną i jej konsekwencjami w ogóle i w szczegółach (to jak potraktowano żołnierzy i ich rodziny), jest zagadnienie wyjaśnienia tzw. katastrofy w Gibraltarze. Tutaj nie ma możliwości pójść do przodu bez ujawnienia brytyjskich archiwum, co jeżeli będzie miało kiedyś miejsce, to będzie prawie na pewno sensacją w Polsce, jeżeli takie państwo, będzie jeszcze istniało.

Państwo ceniące swoją podmiotowość, dba o zachowanie ciągłości i rozlicza wszystkie sprawy ze swojej przeszłości. Pozostawienie spraw niewyjaśnionych, to pozostawienie pola do dywagacji, teorii spiskowych i niepotrzebnych emocji. W tym przypadku sprawa jest prosta, jeżeli obce mocarstwo fałszowało nasze pieniądze i wprowadzało je do obrotu, dzisiaj powinno zapłacić odszkodowanie. Potem możemy się „friendzić”.

Państwo musi opierać się na sile, zwłaszcza jeżeli chce przetrwać i się rozwijać, to musi mieć tej siły bardzo wiele i to w kilku rodzajach. Poza tym nie może wahać się jej użyć, chociaż to samo prawdopodobieństwo jej użycia ma powodować, że interesariusze państwa uznają jego siłę za okoliczność determinującą ich decyzje lub zaniechania wobec państwa.

Przede wszystkim państwo musi być silne wewnętrznie, nie może być mowy o żadnych konkurencyjnych strukturach wobec państwa na jego własnym terytorium, jak również wszystkie siły zdolne do konkurencji w jego strefie wpływów muszą być pod jego kontrolą.

Zdolność do projekcji siły zewnętrznej jest oczywiście równie ważna, o ile nawet nie ważniejsza, jednak wszystko zależy od okoliczności i wyzwań. Z siłą zewnętrzną lepiej jest tak, żeby było jej na tyle, aby sam fakt jej występowania powodował, żeby nie było potrzeby jej użycia.

Zdolność do użycia siły zewnętrznej musi poprzedzać czytelność retoryki politycznej, dającej świadectwo politycznej niezależności i samodzielności państwa oraz jego skuteczności w osiąganiu celów. Chodzi oczywiście, o jakość elit i ich zdolność do samodzielności w myśleniu i osiąganiu celów. Bez zagwarantowania pewnej decyzyjnej hermetyczności elit, w ogóle nie może być mowy o jakiejkolwiek demonstracji zdolności do czegokolwiek, a zwłaszcza do użycia siły. Ponieważ siła bez właściwego sterowania, tzn. mądrego sterowania jest bezużyteczna, albowiem nie ma żadnych gwarancji, że posłuży do osiągnięcia celów państwa. W zasadzie nie ma niczego ważniejsze niż ta zdolność do mądrego sterowania siłą, ponieważ we współczesnym świecie, możliwości do stworzenia rzeczywistości równoległych jest bardzo wiele, jeżeli uda się odpowiednio zaprogramować elity tak żeby zamknęły się same w jakiejś pętli własnej niemocy i karmiąc własną propagandą były ślepe na rzeczywistość, to można sterować państwem a jego siła jest wydana na nasz użytek. Niestety we współczesnym świecie jest bardzo wiele tego typu sposobów na przejmowania przekłamywania rzeczywistości i tworzenia jej wersji równoległych. Jeden z wariantów tego dramatu realizuje się od ponad 30 lat w Polsce, inny od ponad roku na Ukrainie, jeszcze inne w innych miejscach świata. Państwo bez elity w swojej istocie hermetycznej na wpływy zewnętrzne nie jest państwem suwerennym, a nawet, jeżeli zachowałoby takie pozory, to uznając cudze cele za swoje, staje się państwem podporządkowanym.

Bez zapewnienia hermetyczności elit na obce wpływy po prostu nie ma możliwości na mądre zarządzanie państwem tj., na takie, które w każdym punkcie, nawet krytycznym będzie uwzględniało interes państwowy, przy rozumieniu państwa, jako wielopokoleniowego continuum tych, co byli wcześniej, co są obecnie i co odziedziczą państwo jutro.

Nasz kraj w ostatnich 70 latach miał, co najmniej jedną rzeź elit i jeszcze dwie wymiany. Rzeź nastąpiła podczas okupacji, jakiej nasz kraj podlegał w trakcie wojny, pierwsza wymiana elit nastąpiła w 1968 roku, a druga po tzw. Okrągłym Stole. Bez kontynuacji w ogóle nie można mówić o kształtowaniu się elit, albowiem poza wiedzą książkową, potrzebna jest jeszcze praktyka i „wejście w buty”, czy też może lepiej powiedzieć „w siodło”, a tego w naszym przypadku nie było od końca XVII wieku, kiedy to ostatni Polacy, godni w pełni tego miana kończyli swoje żywoty, potem było już tylko gorzej. Elita już zawsze była zdradziecka, sprzedajna i służyła obcym panom, nie będąc zdolną do samodzielności myślenia i działania państwowego. Jedynie Polska Organizacja Wojskowa – była kuźnią kadr rzeczywiście, bezwzględnie patriotycznych, ale niestety za bardzo to towarzystwo po swoim zwycięstwie było zapatrzone w dystynkcje i kieliszki z szampanem niż w mapy i książki.

Co ciekawe nawet po Okrągłym Stole odrzuciliśmy dorobek części elit, które były autentycznie polskie, narodowe, może socjalistyczne, ale bardziej pragmatyczne niż zdradzieckie i służalcze. Znając potęgę, z którą nie bylibyśmy w stanie się zmierzyć, elity PRL-u wybierały pragmatyzm, a znając zapach pejcza ekonoma, którym tenże smagał parobków w czworakach na przedwojennych folwarkach, mieli pewność, że wybierają po prostu mniejsze zło. Czy mieli świadomość kosztów? Trudno powiedzieć, ale koszty są zawsze. Żeby tu nie cytować pewnego pana, który już na szczęście nie jest ministrem, a wiele mówił o ponoszeniu kosztów po swoim powrocie zimą z Kijowa.

Przez minione 26 lat transformacji, nie byliśmy w stanie zrobić niczego, żeby wykształcić elity, których moglibyśmy być pewni, co więcej, które powoli udowadniałyby sobie i światu, że są w pozytywnym znaczeniu hermetyczne, że „nie robią nikomu łaski”, jak również mając świadomość, że państwo to „kamieni kupa”, wiedzą jak tą kupę kamieni uporządkować i następnie stworzyć z niej podwaliny naszego przyszłego dobrobytu.

Państwo bez elit zdolnych do hermetyczności, nie ma najmniejszych szans w starciu z wyzwaniami, jakie niesie globalizacja. Dzisiaj naprawdę nie potrzeba armii, żeby podbijać państwa. Przecież państwa nie mają monopolu na przemoc!

Unia Europejska jest dla nas szansą, że nie mając własnych elit zdolnych do racjonalnych zachowań, przynajmniej możemy podczepić się pod ludzi, którzy myślą kategoriami długofalowego interesu nas wszystkich. Problem polega jednak na tym, że patrząc na ich zachowanie w niektórych kwestiach – niestety tego w ogóle nie widać. Co więcej, nawet jeżeli europejskie elity są zdolne do zdrowego pragmatyzmu i myślenia w perspektywie pokolenia, to jednak najczęściej ich przedstawiciele są na czymś zafiksowani, co powoduje, że ich użyteczność generalna musi być ograniczona, ponieważ sami nawet nie wiedzą, że robią epokowe błędy.

Wniosków nie ma, nie potrzeba tutaj wniosków, każdy z państwa czytelników ma własną mądrość i jest przekonany, że ma racje. Tutaj potrzebne jest mądre głosowanie w nadchodzących wyborach. Mądre, to znaczy, co najmniej wybór mniejszego zła.

„Mieszkałem w Polsce wiele lat, w dużym mieście, gdzie udało mi się studiować na państwowej uczelni. Nigdy nie oczekiwałem wiele od kraju. Do pracy poszedłem już w trakcie studiów i za swoje studia uczciwie płaciłem (częściowo płatne). Studia, w kontekście znajomych, wspominam jako dobry, ciekawy czas wielu historii i masy ludzi. Mimo to żałuję, że nie wyjechałem wcześniej. Moje studia, jako nauka rzeczy przydatnych, to czas stracony. Konfrontacja z prehistorycznym urzędniczym molochem, który obdarza pokornych studentów swoimi łaskami, nie była wysiłkiem koniecznym w moim życiu. Ponieważ jestem człowiekiem wielkiej cierpliwości, ze spokojem znosiłem kapryśnych starców tracących kontakt z rzeczywistością, formalne absurdy, prywatne animozje, polityczne uczelniane romanse. Nie, nie jestem studentem, który bruździ na uczelnię, bo studiował 10 lat po 5 kierunków na raz. Przebrnąłem płynnie i za pierwszym razem. Straciłem masę czasu na kontakty z profesorami – urzędnikami, którzy głównie uczyli mnie tego, jak mało jestem wart.

Po tym kilkuletnim doświadczeniu, za które dodatkowo sowicie zapłaciłem swoją pracą, przyszedł czas na plany dorosłego człowieka. Pomyślałem… może mieszkanie, bo dobrze byłoby się ustatkować. Jako inżynier pracujący w informatyce, nie mogłem nigdy narzekać na brak ofert pracy. Ogólnie zadowolony z mojej pensji, odwiedziłem jeden z banków, by sprawdzić, jaka przyszłość czeka mnie w mojej ojczyźnie. Dowiedziałem się, że ze względu na przestępstwo urodzenia się w złym kraju, czeka mnie oddawanie połowy mojej pensji, do czasów emerytury, za małe mieszkanie w dużym mieście. Oczywiście musiałbym utrzymać swój zarobek na podobnym poziomie przez następnych 30-40 lat, przy założeniu, że nie będą nękały mnie jakiekolwiek choroby lub zdarzenia losowe. Pieniędzy wystarczyłoby na 30-40 m2. Reszta to najpewniej jedzenie i rachunki, utrzymanie ewentualnej przyszłej rodziny. Jeśli chodzi o moje przyszłe dzieci… musiałyby nauczyć się minimalizmu i radości z ciasnoty w małych przestrzeniach. O posiadaniu ich normalnej ilości, jak w czasach naszych rodziców, 2-4, nie mogło być mowy, ze względu na rozmiary mieszkania i wydatki. Ta wizja mnie nie satysfakcjonowała. W końcu jeśli siedziałem parę lat na studiach, byłoby miło stworzyć coś więcej niż cygańską komunę na kredytach.

Jeśli chodzi o pracodawców, to też niestety nie ułatwiają oni sprawy. Ze względu na to, że każdy próbuje oszukać własny kraj, który łapami różnych urzędników zabiera to, co zostawił kredyt, nikt nie pracuje na pełnej umowie o pracę. Moja niezwykle wysoka informatyczna pensja była finansową manufakturą umów dziełowo-pracowych po to, by jak najwięcej oszukać system emerytalno-podatkowy. A tak na marginesie: nawet uczciwie i w pełni go opłacając, to co dostałbym w obfitości, będzie głównie gestem Kozakiewicza mojej drogiej ojczyzny. Jeśli nie ukradną lub znacjonalizują, to pewnie zgubią, jak to się ostatnio przydarzyło 3 mln moich rodaków. Nie było dla mnie nadziei jako spokojnego obywatela. Mój bank, kraj, uczelnia, urzędy dały mi prosty wybór: musiałem stanąć w szranki odwiecznej wojny polsko-polskiej. Zaradni kontra frajerzy.

Po studiach w końcu dotarło do mnie, że moje relacje z ojczyzną może opisać jedynie wulgarny język pijanej bramy. Jako człowiek raczej spokojny, nie lubię wchodzić oknem, kiedy wyrzucają mnie drzwiami. Z lekkim smutkiem pożegnałem kolegów i pojechałem ku zachodzącemu słońcu do miejsca, gdzie jest zagranica, a wszystko smakuje lepiej. Jak się z czasem okazało, do lepszego smaku szybko się przyzwyczaiłem. Jedyne zaskoczenie to to, że nie czuję się lepszym człowiekiem. Jestem natomiast bardzo szczęśliwy z faktu, że nie czuję się gorszy. Niebo, piwo i samochody są prawie takie same, ale jako rezydent jestem tutaj lepszy niż obywatel w swojej Polsce.

Jeżdżę do kraju, gdy muszę i tylko do rodziny. Wiem, że nie pracuję tylko dla siebie, bo być może kiedyś będę musiał pomóc tym, co tam zostali. Moja mama za to, że mnie wychowała, dostała wyrok od państwa: dogorywanie do jak najszybszej śmierci za pieniądze śmiecie. Co to za ojczyzna, przed którą muszę ratować swoją mamę? Dzieci, rodziców i kraju się nie wybiera, ale można wybrać czy być szczęśliwym.

Siedzę sobie tutaj na zielonej trawie i nikt nie pluje mi w twarz. To miło, ciekawe czy dlatego, że tutaj tak wypada, czy musieli ludzi zmusić do tego jakimś prawem? W Polsce na pewno zaradni by je obeszli i dostałbym w mordę bez podatku. Do widzenia mój kraju, mam nadzieję, że wkrótce już cię nie będzie, takim jak teraz. Wole cię pamiętać z historii poprzednich pokoleń. Dobrze jest być Polakiem i będę nim razem z innymi Polakami już zawsze. III Rzeczpospolita jest dla mnie tworem, który okupuje ludzi i ziemię, z której wyrosłem, i krzywdzi, tak jak mnie skrzywdziła.”

Trwałym sukcesem, prawdziwym efektem sankcji wprowadzonych przeciwko Federacji Rosyjskiej to konieczność konkurowania z Chinami na jej rynku, dla europejskich przedsiębiorstw. To rzeczywiście prawdziwy i wybitny sukces, o który byłoby ciężko, Unia Europejska sama załatwiła sobie gorsze warunki, skazując swoich przedsiębiorców na walkę na wysokokonkurencyjnym rynku rosyjskim.

Być może tego jeszcze nie widać, ale pierwsze przesłanki poważnego wejścia Chin do Rosji, gdzie nagle zniknęły bariery administracyjne są bardzo poważne. Przykładowo na bardzo ważnych, prawdopodobnie nawet najważniejszych „targach”, czy też może raczej najważniejszej wystawie branżowej dla branży jądrowej w energetyce VII Международный Форум «АТОМЭКСПО» 1-3 июня 2015 года, poza rosyjskimi gospodarzami, którzy wiodą w technologii jądrowej prym na świecie w ogóle – dominowali Chińczycy i to w sposób bardzo widoczny. To nie jest branża jabłek lub kurczaków mrożonych, mówimy o dziesiątkach lat badań, gigantycznych nakładach i absolutnie strategicznym znaczeniu tej branży dla świata.

Podobnie dzieje się w innych branżach, które Rosja zdecydowała się otworzyć, żeby wyrównać straty związane z zachodnimi sankcjami. Koncepcje rozbudowy kolei dużych prędkości w Rosji, jakie oferują Chińczycy są imponujące i mają wymiar globalny. Docelowo jest mowa o szybkich połączeniach transkontynentalnych, dzięki którym Rosja będzie rzeczywistym hubem logistycznym o znaczeniu globalnym.

O zakupach rosyjskiej broni przez Chiny nie ma, po co wspominać, kupują co się tylko da, chętnie i w dużych ilościach.

W tych procesach liczy się coś zupełnie innego niż to, co wydaje się niektórym komentatorom w zachodnich mediach. Widać już pierwsze poważne przesłanki dla stwierdzenia, że Rosja wygrała na sankcjach na trwałe – konkurencję Chin i Europy na swoim rynku.

Wcześniej robienie interesów w Rosji przez podmiot zewnętrzny wymagało przychylności władz, albowiem Federacja chroni swój rynek oraz przyjaznych opiekunów na rynku, tak żeby wszyscy, którzy mogliby protestować przeciwko nowemu graczowi na rynku byli zaspokojeni. Masowo korzystały na tym przez lata zachodnie koncerny, robiąc wszystko żeby mieć jak najszersze udziały w rosyjskim rynku, którego potencjał niejedną firmę zaskoczył. Było oczywistym, że jak już się na rosyjskim rynku ktoś znalazł ze swoją fabryką, czy też biznesem innego typu i wpisał się w obowiązujący model relacji gospodarczo-administracyjnych, to był traktowany, jako „swój”. Przez co korzystał z ochrony rosyjskiego państwa na rosyjskim rynku, m.in. przed tańszą konkurencją z Azji lub USA. Był to bardzo wygodny status, pożądany przez wiele firm, które zrobiły znakomite interesy przez ostatnie lata w Rosji.

Skutkiem ubocznym poluzowania przez Federację wymogów administracyjnych, co wynika pośrednio z szeregu umów podpisanych przez władze Federacji w Chinach, Indiach i innych krajach okazało się pojawienie bardzo agresywnej konkurencji na wysokokonkurencyjnym rosyjskim rynku, który miał tą zaletę, że oferował produkty wysokiej jakości w wysokich cenach i był już podzielony, co powodowało, że wszyscy uczestnicy byli zadowoleni.

Wejście nowych graczy, przy jednoczesnych ograniczeniach nałożonych na rosyjskie firmy jak i pojawieniu się niechęci w wielu miejscach ze strony rosyjskiej jest nowy stan, zwiększenia konkurencji, który będzie narastał, zwłaszcza w branżach najbardziej strategicznych i kluczowych dla zainteresowanych państw.

Rosjanie mogą mieć pewność, że Chińczycy zrobią wszystko, żeby zaproponować alternatywę dla produktów i usług zachodnich, wszędzie tam, gdzie tylko to będzie możliwe. Zachód nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, nie po to nakładano bowiem sankcje, żeby traciły na tym całe europejskie branże, a wielu producentów w Niemczech i Włoszech już sygnalizowało, że kolejny kwartał tej upokarzającej nienormalności w dostępie do rosyjskiego rynku i na święta w tym roku będą zwolnienia.

W nowej sytuacji, żeby odzyskać swoją pozycje, wiele europejskich firm będzie musiało bardzo silnie się postarać, rzeczywiście konkurując, tym czym najbardziej nie lubi konkurować każda firma tj. ceną. W praktyce przełoży się to na niższe zyski dla koncernów europejskich i wyższe koszty, ponieważ trzeba będzie odtwarzać relacje i powiązania.

W efekcie utrzymywania się takich trendów, na całym zamieszaniu długofalowo skorzystają rosyjscy konsumenci. Rosja stanie się dla Europy polem konkurencji z Chinami, co jest totalną strategiczną zmianą relacji, ponieważ do tej pory była traktowana jako zaplecze surowcowe i rynek zbytu. Sankcje przeminą, a konieczność konkurowania z Chińczykami zostanie.

Okrucieństwo jest elementem naszej kultury, jest głęboko uwarunkowane w naszej psychice, wynika z więzi międzyludzkich i mechanizmów funkcjonowania zbiorowości. Wyrządzanie krzywdy, czynienie zła – bycie okrutnym, jest zachowaniem naturalnym. Ma zawsze jeden cel – służy do wywołania strachu, a strach ma być motywatorem zmuszającym nas do pożądanego zachowania przez kogoś innego lub do powstrzymania się od pewnego rodzaju zachowań, niepożądanych przez kogoś innego.

Zawsze stosowano przemoc, stosuje się ją i będzie się ją stosować. Jest jej wiele rodzajów i jest stosowana na różnych poziomach. Z punktu widzenia politologicznego, szczególnie interesująca jest przemoc w wydaniu państwowym. Państwa przeważnie adresują przemoc przeciwko własnym obywatelom, jako usankcjonowaną formę wymiaru sprawiedliwości i sprawowania władzy poprzez przymus bezpośredni w ogóle. O wiele ciekawsze przypadki stosowania przemocy państwowej, w których państwo stosuje przemoc wobec innego państwa, to również o dziwo jest legalne i nazywa się wojna. Przy czym w wyniku ewolucji cywilizacyjnej, za usprawiedliwioną uznaje się jedynie wojnę obronną. Wojna napastnicza jest przestępstwem. Jednak, jeżeli przestudiowalibyśmy historię wojen od zmagań francusko-pruskich w końcu XIX wieku, to wszyscy agresorzy ogłaszali, że się bronią i muszą walczyć przez to, że zostali do walki zmuszeni. Dlatego nie można zawracać sobie głowy jakąkolwiek oceną faktów, które w momencie, gdy jej dokonujemy są już historią. Istotą wojny jest to, że ona dzieje się bez względu na jakiekolwiek plany, chęci lub niechęć. Wojna, to po prostu, a może „aż” zabijanie – robi się innym ludziom dziury w ciałach i wypełnia je stalą i ołowiem, to cała filozofia. Brutalne to i straszne, ale na tym polega, przy czym trzeba pamiętać o tym że dzieje się bez naszej woli – do wojny jest się zmuszanym. Nie ma znaczenia, czy zmusza nas własny dowódca, czy dowódca przeciwnika – zawsze chodzi o to, żeby nie zostać zabitym i zabijać innych, jeżeli się musi. Taka jest parszywa natura przemocy, wywodzi się od zła, jest złem i polega na wyrządzaniu zła.

Nie ma czegoś takiego jak walka w dobrej sprawie. Każda walka to rzeź, albo My zabijemy przeciwnika, albo istnieje poważne niebezpieczeństwo, że to przeciwnik zabije nas. Idiotyzmy o walce za wolność lub podobne temu frazesy można wypisywać w książkach. Przemoc to po prostu przemoc, odebranie życia innym ludziom, wbrew ich woli, ale dla własnego dobra. Żeby było już zupełnie żałośnie i bez sensu, zabija się po to, żeby samemu nie zostać zabitym. Nie ma w tym większego sensu, albowiem logika nakazuje w ogóle się nie zabijać, wówczas obie strony mają szanse przeżyć.

Kluczowe dla zrozumienia logiki stosowania przemocy jest znalezienie motywacji. W przypadku przemocy jednostkowej, nawet tej najbardziej okrutnej liczy się potrzeba dominacji oraz zwykła głupota. Za 99% przypadków przemocy międzyludzkiej, odpowiedzialne są właśnie te dwa czynniki, przy czym czynniki ekonomiczne należy zaliczyć do dominacji (w wymiarze ekonomicznym), co po prostu oznacza złodziejstwo (przemoc w wydaniu ekonomicznym polega na przywłaszczaniu sobie czegoś, co do kogoś nie należy). W przypadku państw sprawa jest o wiele bardziej złożona, bo jeżeli państwa są racjonalne w swojej polityce, to jedynie problem rzadkości jest w stanie skłonić je do prowadzenia wojny. Przypadki motywacji religijnej, czy ideologicznej należy zaliczyć bezwzględnie do głupoty. Niestety ona nadal się zdarza w przypadku państw, ale przeważnie – ma charakter wtórny. To znaczy, państwa prowadzą wojnę z powodu problemu rzadkości, a jedynie dorabiają do niej ideologię wyższego rzędu, żeby mieć uzasadnienie do zabijania, bardziej szlachetne niż złodziejstwo.

Nie ma wojen, które nie byłyby okrutne, w zasadzie z samej istoty wojny wynika jej okrucieństwo, czyli potrzeba przestraszenia przeciwnika. Przy czym jest pewien problem, jeżeli bowiem przeciwnik jest racjonalny, a racjonalność przychodzi wraz z doświadczeniem, to takiego przeciwnika można wraz z przerażeniem, równolegle motywować strachem. To już stanowi zasadniczy problem, bo przecież nie o to chodzi w zabijaniu, żeby motywować przeciwnika do zabijania nas samych. Między innymi, dlatego wymyślono kategorię tzw. wojny precyzyjnej w różnych odmianach np. bombardowań precyzyjnych, w uproszczeniu chodzi o to, żeby dodać do zabijania dobry PR. To zawsze się sprawdza i umożliwia nam zachowanie przeświadczenia o moralnej przewadze, nawet jeżeli nasze wszystkie słodkie kłamstwa są indyferentne. Jest to uzasadnione samą naturą wojny, czyli potrzebą zabijania.

Można prowadzić wojnę bez broni, o wiele trudniej jest bez paliwa, ale na pewno nie da się tego zrobić bez propagandy sukcesu, tylko w ten sposób uzasadnia się bezsensowne zło, jakim jest każda przemoc. Gorsza od niej jest już tylko obojętność, to obojętność pozwala na przemoc, zło, okrucieństwo, zabijanie i w ostateczności na uzasadnianie tego procesu.

Niestety ludzie, nawet jak nie są źli, to przeważnie są obojętni.

Drodzy bracia Słowianie! Mieszkańcy „Rosji”. Jako Polak, osoba której przodkowie walczyli we wszystkich powstaniach narodowych, działali w konspiracji w czasie II Wojny Światowej, siedzieli w niemieckich obozach koncentracyjnych, jako osoba której bliski krewny pochowany jest w Katyniu, jako osoba której część rodziny przetrwała wojnę dzięki zsyłce do Kazachstanu w roku 1940 – co pozwoliło uniknąć rzezi jaką sprawili Polakom banderowcy – mam chyba prawo napisać do Was kilka zdań…

Rok temu, kilku komentujących tłumaczone na rosyjski felietony zamieszczane w „Obserwatorze politycznym” pisało mniej więcej tak, że „dobrze teraz Polakom po wprowadzeniu odwetowych sankcji przez Rosję! Chcieli Polacy sankcji przeciwko Rosji to teraz mają!”.

Dzieli nas wiele, nas Polaków z Wami Rosjanami, szczególnie jeżeli chodzi o nasz stosunek do naszych własnych państw. Wynika to z odmiennej historii. Gdy jeszcze w prapoczątkach naszych państw nasi średniowieczni władcy utrzymywali wzajemne bliskie kontakty i „więzy krwi” – to później bywało różnie. Najlepiej te różnice naszych mentalności charakteryzują nasze narodowe dewizy: „Bóg-Honor-Ojczyzna” oraz „За Веру, Царя и Отечество”…

Ale pamiętajmy ile nas łączy! Taka sama słowiańska otwarta i gościnna dusza, ta sama przelewana prze wieki krew we wspólnej walce z germańskimi, szwedzkimi, tatarskimi czy tureckimi najeźdźcami. My pamiętamy, że w części Polski, która wchodziła w skład Imperium Rosyjskiego nasz kraj przeżywał rozkwit gospodarczy. Pamiętamy, że Polacy, polscy inżynierowie, technicy, robotnicy, polscy kapitaliści – budowali Rosję. Pamiętamy polskie firmy na Donbasie, przez polskie firmy budowane koleje i mosty w całej Rosji, przez Polaków budowane i zasiedlane, kwitnące pola naftowe Baku czy porty Dalekiego Wschodu Rosji, niemal „polskie” miasta dalekiej, odkrywanej przez Polaków – nie zawsze z własnej woli – Syberii…

Tak samo tragicznie splotły się nasze losy w czasie II Wojny Światowej – wszak obok zamordowanych Polaków w Katyniu i innych podobnych miejscach spoczywa wielokrotnie większa liczba zamordowanych obywateli Związku Radzieckiego, ofiar wewnętrznego terroru. Wszak Polska obok Związku Radzieckiego poniosła największe straty osobowe i materialne (procentowo) spośród wszystkich krajów koalicji antyniemieckiej! Razem zdobywaliśmy Berlin i obok radzieckiej tylko polska flaga wisiała nad zdobytym symbolem niemieckiego hitleryzmu!

Minęło od tego czasu 70 lat. Wiele się zmieniło. Teraz – już prawie – nasze narody znajdują się po różnych stronach nie przez nas zbudowanego muru. Możemy Wam zazdrościć, że Rosja posiada teraz kogoś takiego Jak Władimir Putin, że posiada ekipę osób, które go wspierają i odbudowują zarówno waszą dumę narodową jak i gospodarkę…

Ale możemy popuścić wodze fantazji i wyobrazić sobie sytuację, w której kolejne trzy kadencje sprawowałby urząd prezydenta ktoś pokroju Jelcyna. Albo można sobie wyobrazić, że „Plac Błotny” wygrywa wybory za pomocą „demokracji” lub „majdanu” za amerykańskie pieniądze! Wyobrażalne? Tak, w skrajnym scenariuszu niestety Tak! Czy w takim przypadku obecna Rosja nie przypominałaby obecnej rozpadającej się Ukrainy? Czy w najlepszym przypadku obecna Rosja nie przypominałaby obecnej Polski? Polski teoretycznie „wolnej”, ale bez własnych przedsiębiorstw, tak biednej, że ponad 3 miliony jej obywateli uciekło za chlebem i perspektywami lepszego życia w świat! Polski, która ma narzuconą i tak skonstruowaną konstytucję i prawa, które nie pozwalają na demokratyczne odsunięcie od władzy tych samych osób od 25 lat – jak uważa wielu – wiernie wypełniających rozkazy zza oceanu.

Rosja w okresie „jelcynowskim” straciła około 500 miliardów dolarów, bezpowrotnie wyprowadzonych poza jej granice. Biedna i dużo mniejsza Polska straciła „tylko” połowę tej sumy! Rosja, dzięki wprowadzonemu „kapitałowi macierzyńskiemu” rozwija się także demograficznie – w przeciwieństwie do Polski – z jej upadającym szkolnictwem, brakiem żłobków, przedszkoli, zanikiem ochrony medycznej i brakiem poczucia stabilności, jaki odczuwają wszyscy obywatele naszego kraju…

To nie Polacy przemawiają do obywateli Polski z mediów prawie w 100% należących do kilku zachodnich koncernów. To nie Polacy trzymają w garści obywateli Polski poprzez niemal i wyłącznie zachodnie banki… To nie Polacy nawołują do pomocy banderowcom, którzy doszli – w części – do władzy na Ukrainie. To nie Polacy nie zgadzają się na stawianie pomników pamięci ofiar banderowców i burzenie pomników Armii Radzieckiej. To tylko „polskie” władze, które za każdym razem dobitnie pokazują, że obcy im jest patriotyzm, solidarność, dbałość o polską rację stanu i zwykłe poczucie przyzwoitości. W przyszłym roku zachodni „inwestorzy” będą mieli możliwość wykupienia polskiej ziemi i polskich lasów – ostatniego fragmentu Polski, który jeszcze należy do naszego Narodu…

Więc nie piszcie drodzy „bracia Moskale”, że „dobrze nam tak” i że „sami tego chcieli”…, Bo żaden Polak (z wyjątkiem tych, którzy służą obcym), nie jest na tyle głupi by niszczyć swoją gospodarkę, by odwracać bieg historii, by niszczyć pomniki! Po co Polacy mieliby to robić? By zwiększyć bezrobocie i emigrację? By gloryfikować Niemcy, które zniszczyły Polskę i wymordowały tyle milionów polskich obywateli? By czekać na wzajemne niszczenie polskich pomników na wschodzie, poza granicami kraju?

Warto przypomnieć sobie czasy, gdy Polska nie tylko była „najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym”, ale dla obywateli ZSRR prawdziwym oknem na świat. Do Was docierała poprzez Polskę najnowsza literatura światowa. Nie tylko „beletrystyka”, ale i prace naukowe. Przypomnijcie sobie polskie artykuły w Waszych sklepach, za którymi stały kolejki… Teraz tego już nie ma, bo nie ma polskich fabryk, polskich marek i artykułów, które moglibyśmy promować i sprzedawać…

Burzenie Muru Berlińskiego oglądałem na żywo w kanadyjskiej telewizji wraz z kilkoma studentami z USA i Kanady w schronisku młodzieżowym nad sama Niagarą… Oglądaliśmy i popijaliśmy jakieś alkohole… Studenci byli jak na mieszkańców Ameryki Północnej niezwykle dobrze poinformowani. W tym czasie w Polsce było już pół roku po wyborach, wprowadzano nowy system, który w tym czasie miał być „trzecią drogą” – czymś pomiędzy socjalizmem a kapitalizmem. Nikt nie przypuszczał, że w Polsce zapanuje bezwzględny, XIX wieczny kapitalizm…

Studenci dyskutowali ze mną i wciąż z żalem mówili. „Po co to robicie, tam w Europie Wschodniej? Czy nie wiecie, że wkrótce zapanuje u was bezrobocie, że stracicie wszystkie zdobycze socjalne? Że dla nas, w Ameryce – jesteście jedyną nadzieją na możliwość tworzenia i istnienia świata naprawdę wolnego i demokratycznego? Jeżeli w Europie Wschodniej i w Związku Radzieckim powstanie to, co jest u nas to nie będzie już żadnej nadziei dla naszej planety!”

W tym smutnym dniu pierwszej rocznicy ludobójstwa Rosjan w Odessie, którego dokonał wściekły z nacjonalizmu tłum ukraińskich mieszkańców miasta i przyjezdnych kibiców, należy jeszcze głębiej zastanowić się nad tym, co to znaczy żyć obok siebie. Nie można pozwolić obcym, na to żeby rozkazywali Słowianom się nawzajem nienawidzić i zabijać. Dramat Odessy, nie może powtórzyć się nigdy więcej.

http://obserwatorpolityczny.pl/?p=31854